Tymi słowami Jimmy Lennon Jr zapowiadał największe walki bokserskie. Jego slogan idealnie wpisuje się w boks zawodowy, bowiem to nie tylko sport, to także widowisko, rozrywka dla mas. Większość zawodników, to profesjonalni pięściarze, dla których liczy się tylko ringowa rywalizacja. Jednak wśród nich są też tacy, którzy potrafią lub potrafili łączyć jedno i drugie — wysoki poziom sportowy oraz robienie show.
Niektórzy widowisko zaczynali już na konferencjach, kontynuowali to w wywiadach, podczas „ring walk”, następnie w walce, by ostatnie tchnienie swojej ekspresji wyrazić tuż po werdykcie. Część z nich skupiała się tylko na jednym z tych aspektów. Niezależnie, do której grupy należeli, można im przypisać łatkę showmana.
Podczas dyskusji wewnątrz Ekipy PWR padła idea, by zrobić jakiś luźniejszy, nieszablonowy ranking. Kacper Bartosiak zaproponował, by przyjrzeć się showmanom zawodowego boksu. Jego pomysł zyskał uznanie, no i mamy to. Przygotowaliśmy dyszkę największych showmanów. Zadanie z pozoru proste, chyba tak łatwe do końca nie było.
Im dłużej o tym myśleliśmy, tym więcej kandydatów przychodziło nam do głowy. Bez wątpienia zarówno kiedyś, jak i obecnie, mamy sporo ananasków lubiących robić widowisko. Łącznie wskazano 28 zawodników. Tylko jeden z nich znalazł się na kartach u wszystkich typujących. Był nim zwycięzca, Muhammad Ali. „The Greatest” bez wątpienia był uosobieniem najwyższej klasy sportowej, ale także osobowości medialnej. Można rzec, że show, które robił, wyniosło boks na inny poziom widowiskowości.
W naszej dziesiątce mamy także jedno miejsce ex aequo. Tyle samo punktów oraz ilość wskazań uzyskali Mike Tyson oraz Roy Jones Jr. Największym przegranym zestawienia okazał się Hector Camacho, który znalazł się tuż za top 10. Jedynym Polakiem, na którego oddano głosy, był Artur Szpilka.
Po szczegóły rankingu zapraszam na stronę Top 10 showmanów.
Marek Rugowski
